Jak wybrać kolejny rynek marketplace za granicą — zamiast zgadywać
Kaufland czy Bol.com? Niemcy czy Rumunia? Większość sprzedawców podejmuje tę decyzję na podstawie tego, co „ktoś polecił na grupie na Facebooku”. Sprawdzamy, jak podejść do tego z danymi zamiast z przeczuciem — i przy okazji pokazujemy narzędzie, które właśnie do tego zbudowaliśmy.
Rozszerzenie sprzedaży na kolejny marketplace to jedna z tych decyzji, które wyglądają prosto, dopóki się w nią nie wejdzie. Prowizje różnią się między kategoriami, nie tylko między platformami. Progi VAT OSS zależą od obrotu. Część rynków wymaga certyfikatów (np. EAN, BDO, WEEE), których nie potrzebowałeś sprzedając tylko w Polsce. A regulacje unijne — PPWR, ElektroG, DSA — zmieniają się szybciej, niż większość sprzedawców nadąża je śledzić.
W praktyce oznacza to, że wybór rynku „bo tam sprzedaje konkurencja” albo „bo ktoś powiedział, że warto” bywa kosztowną pomyłką — czasem dopiero po miesiącach się okazuje, że dana kategoria na danym rynku ma prowizję wyższą niż marża, albo że próg formalny (rejestracja VAT, wymóg lokalnego przedstawiciela) czyni wejście nieopłacalnym.
Dlatego zbudowaliśmy Marketplace Scout
Marketplace Scout to narzędzie GoAutomation, które odpowiada na jedno pytanie: który marketplace ma sens dla Twojej konkretnej kategorii i konkretnego kraju — na podstawie danych, a nie ogólników.
Zamiast czytać dziesiątki artykułów i cenników, odpowiadasz na kilka pytań o swój biznes (kategoria produktowa, kraj docelowy, obecny wolumen), a Scout analizuje sytuację względem ponad 30 platform działających na rynku polskim i europejskim — od Allegro i Kaufland, przez Bol.com, po Pigu czy inne platformy europejskie.
Co dokładnie bierze pod uwagę
Ocena każdej platformy opiera się na 21 czynnikach, pogrupowanych w kilka obszarów:
| Struktura prowizji dla danej kategorii | Potencjał rynkowy kategorii na danym rynku |
| Wymogi formalne (VAT OSS, rejestracja lokalna) | Certyfikaty i oznaczenia (EAN, BDO, WEEE) |
| Regulacje unijne (PPWR, ElektroG, DSA) | Dostępne modele logistyczne i integracje |
Jeden z ciekawszych elementów to macierz potencjału rynkowego — zestawienie tego, jak dobrze dana kategoria produktowa sprzedaje się na danym rynku, oparte na publicznie dostępnych danych rynkowych. Dzięki temu wynik nie mówi tylko „ta platforma ma niską prowizję”, tylko czy w ogóle warto tam wchodzić z Twoim asortymentem.
Przykład. Sprzedawca odzieży dziecięcej rozważający wejście na rynek niemiecki może odkryć, że mimo niższej prowizji na jednej platformie, druga oferuje wyraźnie wyższy potencjał kategorii i prostszą ścieżkę integracji z narzędziami, których już używa (np. Baselinker). Bez porównania w jednym miejscu taka różnica łatwo umyka.
Ile to kosztuje
Model cenowy Scouta jest prosty i zaprojektowany tak, żeby dało się go przetestować bez ryzyka:
| Zakres | Warunek | Cena |
|---|---|---|
| Rynek polski | Bez logowania, bez podawania e-maila | Bezpłatnie |
| 1 rynek zagraniczny | E-mail + zgoda RODO | Bezpłatnie |
| Wszystkie rynki europejskie | Jednorazowa płatność | 79 zł netto |
Innymi słowy — możesz sprawdzić, jak wygląda sytuacja na rynku polskim za darmo, dorzucić jeden kraj zagraniczny bez żadnych kosztów, a dopiero jeśli planujesz szerszą ekspansję na kilka rynków jednocześnie, odblokować pełny raport za jednorazową opłatą 79 zł netto.
Dla kogo jest to narzędzie
Scout ma sens przede wszystkim dla sprzedawców, którzy:
- sprzedają już na Allegro lub innym kanale krajowym i myślą o wejściu za granicę,
- rozważają kilka rynków jednocześnie i chcą je porównać w jednym miejscu, zanim zainwestują czas we wdrożenie,
- chcą zweryfikować, czy dana kategoria produktowa ma w ogóle sens na wybranym rynku, zanim przejdą do integracji technicznej.
To narzędzie do etapu decyzyjnego — nie zastępuje wdrożenia integracji (od tego jesteśmy my), ale pozwala podjąć tę decyzję świadomie, zamiast na podstawie pojedynczej opinii z grupy branżowej.
Sprawdź, który rynek ma sens dla Ciebie
Sprawdź, który rynek ma sens dla Ciebie
Rynek polski sprawdzisz od razu, bez zakładania konta.
Otwórz Marketplace ScoutMarketplace Scout jest rozwijany przez zespół GoAutomation. Ocena rynkowa opiera się na publicznie dostępnych danych i cennikach platform — przed podjęciem decyzji biznesowej zalecamy weryfikację aktualnych warunków bezpośrednio u operatora danego marketplace’u.
Czy wdrożenie AI w sklepie internetowym naprawdę się opłaca?
Właściciele sklepów internetowych dzielą się dziś na dwa obozy.
Pierwsi wdrożyli już jakieś narzędzie AI — chatbota, generator opisów, coś do kategoryzacji — i gdy ktoś pyta, czy się opłaca, odpowiadają: „No… chyba tak, działa sprawnie.” Drudzy patrzą na te narzędzia z dystansem i myślą: „Pokażcie mi liczby, to się zastanowię.”
Obie grupy mają rację i obie się mylą.
Pierwsi często nie wiedzą, ile faktycznie zaoszczędzili — płacą za subskrypcję, coś działa, ale nikt nie policzył. Drudzy czekają na pewność, której w biznesie nigdy nie ma. A czas i tak leci.
Ten artykuł jest dla obu grup. Pokażę Ci, jak liczyć ROI z wdrożeń AI tak, żeby liczby były uczciwe — ani naciągane w górę przez entuzjastów, ani zaniżane przez sceptyków.
Dlaczego ROI z AI jest trudniejsze do policzenia niż z nowej hali magazynowej
Kiedy kupujesz regały do magazynu, rachunek jest prosty: tyle kosztowały, tyle przyspieszyły kompletację, tyle miesięcy zwrotu. Koniec.
Z AI jest inaczej z trzech powodów.
Po pierwsze, korzyści są warstwowe. Generator opisów produktów oszczędza czas copywritera — to widać w kalkulatorze. Ale jednocześnie lepsze opisy poprawiają pozycję w Google, redukują liczbę zwrotów (klient wiedział, co kupuje) i podnoszą konwersję. Tych efektów nie ma w jednej kolumnie excela.
Po drugie, koszt jest rozłożony w czasie. Płacisz za API z góry, oszczędności pojawiają się stopniowo. W pierwszym miesiącu możesz być na minusie, w szóstym — solidnie na plusie.
Po trzecie, efekty zależą od jakości wdrożenia. To samo narzędzie AI może dać 400% ROI jednemu sklepowi i 40% innemu — różnica leży w tym, jak jest zintegrowane z procesem, nie w samym narzędziu.
Dlatego zamiast szukać jednej magicznej liczby, warto myśleć o ROI z AI jako o przedziale: pesymistyczny / realistyczny / optymistyczny.
Trzy procesy, które właściciele sklepów automatyzują najczęściej — i co z tego wynika
1. Opisy produktów
To jest najczęstszy punkt startowy i zwykle najszybszy do policzenia.
Wyobraź sobie sklep z 2000 produktów, który co miesiąc dodaje 150 nowych. Copywriter lub operator spędza średnio 25 minut na opisie — to 62,5 godziny miesięcznie. Przy stawce 45 zł/h daje to 2 812 zł miesięcznie tylko na pisanie.
Po wdrożeniu AI operator weryfikuje gotowy opis zamiast go pisać — zajmuje mu to 5 minut. Ten sam wolumen to nagle 12,5 godziny, czyli 562 zł. Oszczędność: 2 250 zł miesięcznie na samych kosztach pracy.
Do tego dochodzi wzrost konwersji. Konserwatywnie: 3–5% przy lepszych opisach to przy przychodach 80 000 zł miesięcznie dodatkowe 2 400–4 000 zł. Nawet jeśli połowę z tego odpiszesz na “może przypadek” — liczby robią wrażenie.
Koszt wdrożenia? API OpenAI dla 150 produktów miesięcznie to przy gpt-4o-mini kilkadziesiąt złotych. Jednorazowa integracja z platformą (Shoper, WooCommerce) — kilka tysięcy złotych. Zwrot: często poniżej 3 miesięcy.
2. Obsługa klienta
Chatbot AI na sklepie to nie jest “robot zamiast człowieka”. To narzędzie, które odbiera 55–70% zapytań — tych prostych, powtarzalnych: gdzie moja paczka, jaki jest termin zwrotu, czy ten rozmiar pasuje na wymiary X.
Sklep obsługujący 800 zapytań miesięcznie, z czego 55% może przejąć AI, to 440 zapytań po 8 minut = 58,6 godzin pracy CS miesięcznie. Przy stawce 28 zł/h to 1 641 zł. Chatbot kosztuje 200–400 zł miesięcznie za platformę.
Ale jest jeszcze jeden efekt, który trudno pominąć: chatbot odpowiada o 23:00, w niedzielę, w święta. Klient nie czeka. Część badań wskazuje, że szybka odpowiedź na etapie decyzji zakupowej podnosi konwersję o kolejne kilka procent.
3. Kategoryzacja i tagowanie produktów
Mniej glamour, ale równie istotna. Sklepy importujące produkty z hurtowni często mają ten problem: tysiące pozycji, każda wymaga przypisania do kategorii, dodania tagów, czasem uzupełnienia atrybutów.
Manualnie: 4 minuty na produkt, 300 produktów miesięcznie = 20 godzin. AI robi to w sekundy, operator weryfikuje 1 minutę zamiast 4. Oszczędność: 15 godzin miesięcznie, koszt API — kilkadziesiąt złotych.
Efekt uboczny, o którym rzadko się mówi: spójna taksonomia poprawia filtrowanie w sklepie, a to bezpośrednio wpływa na to, czy klient znajdzie produkt i czy go kupi.
Jak policzyć ROI uczciwie — bez naciągania liczb
Uczciwą kalkulację ROI z AI można rozpisać na czterech krokach.
Krok 1: Ustal baseline. Ile czasu zajmuje ten proces teraz? Kto to robi i po ile? Bez tego punktu odniesienia nie ma się od czego liczyć. Zmierz rzeczywisty czas — nie “szacunkowy”, bo ludzie notoryczne zaniżają.
Krok 2: Policz oszczędność kosztową. (Czas manualny – Czas z AI) × stawka godzinowa = oszczędność miesięczna. To twarda liczba, którą możesz wpisać w excela.
Krok 3: Oszacuj efekty jakościowe — konserwatywnie. Wzrost konwersji, lepsza satysfakcja klientów, mniej zwrotów. Te liczby są bardziej miękkie, więc stosuj mnożnik 0.5 — zakładaj, że połowa się zmaterializuje. Lepiej być pozytywnie zaskoczonym niż rozczarowanym.
Krok 4: Policz rzeczywisty koszt AI. API + platforma miesięcznie + jednorazowy koszt integracji/wdrożenia. Ten ostatni rozłóż na 12–24 miesiące jako amortyzację.
Formuła: ROI = (Korzyści przez N miesięcy – Koszty przez N miesięcy) / Koszty przez N miesięcy × 100%
Jeśli wynik jest powyżej 100% za rok — zielone światło. Między 30% a 100% — warto, ale pilnuj realizacji. Poniżej 30% — wróć do założeń, bo coś jest prawdopodobnie przeszacowane.
Kiedy AI się nie opłaca — i to trzeba powiedzieć wprost
Automatyzacja AI ma sens, gdy proces jest powtarzalny, mierzalny i wykonywany na odpowiedniej skali. Jeśli masz 20 produktów w katalogu i dodajesz 3 nowe miesięcznie — generator opisów nie zwróci się nigdy. To nie jest problem AI, to problem skali.
Podobnie z chatbotem: jeśli masz 50 zapytań miesięcznie, obsługa klienta nie jest Twoim problemem i nie powinno być priorytetem jej automatyzowanie.
AI opłaca się wtedy, gdy masz dużo do zrobienia, a czas i pieniądze Cię ograniczają. To nie jest narzędzie dla każdego sklepu na każdym etapie — ale dla sklepu rosnącego, z rosnącym wolumenem operacyjnym, jest jednym z najszybszych sposobów na utrzymanie marży bez proporcjonalnego zwiększania zespołu.
Jeden konkretny przykład z liczb
Sklep B2C, branża dom i ogród. 1 800 produktów, 120 nowych miesięcznie, 700 zapytań CS miesięcznie, 400 produktów do kategoryzacji co miesiąc.
Stan przed wdrożeniem AI:
- Copywriting opisów: 50 h/mies. × 40 zł = 2 000 zł
- CS: 385 h/mies. × 26 zł = 10 010 zł (tak, to duże)
- Kategoryzacja: 26,6 h/mies. × 28 zł = 745 zł
- Razem: 12 755 zł/mies.
Po wdrożeniu AI:
- Weryfikacja opisów: 10 h × 40 zł = 400 zł
- CS (45% przejął chatbot): 212 h × 26 zł = 5 512 zł
- Kategoryzacja z weryfikacją: 6,6 h × 28 zł = 186 zł
- Koszty AI łącznie: 650 zł/mies.
- Razem: 6 748 zł/mies.
Miesięczna oszczędność: 6 007 zł. Inwestycja w wdrożenie: 18 000 zł jednorazowo. Zwrot: 3 miesiące.
Rok później ten sklep ma w kieszeni 54 000 zł więcej niż rok wcześniej — i obsługuje 30% więcej zamówień tym samym zespołem.
Co zrobić teraz
Zanim zaczniesz szukać narzędzi, zrób jedno: zmierz swoje procesy przez tydzień. Ile czasu Ty lub Twój zespół spędzacie na pisaniu opisów, odpowiadaniu na pytania klientów, kategoryzowaniu produktów? Zapisz to.
Potem wróć z tymi liczbami — i policz, czy AI ma dla Ciebie sens.
W goautomation.pl przygotowaliśmy kalkulator ROI AI, który przeprowadzi Cię przez te obliczenia krok po kroku, z benchmarkami dla sklepów podobnych do Twojego i wykresem zwrotu inwestycji w czasie. Bezpłatnie, bez rejestracji.
Liczby nie kłamią. Warto je poznać zanim podejmiesz decyzję — w jedną lub drugą stronę.
AOV i LTV w e‑commerce – co to znaczy i dlaczego może to być dla Ciebie ważne?
Jeśli prowadzisz sklep internetowy, pewnie codziennie patrzysz na przychód, ROAS i koszt kampanii. To ważne liczby, ale nie odpowiadają na kluczowe pytanie: czy na każdym kliencie i zamówieniu realnie zarabiasz i czy możesz bezpiecznie skalować biznes.
W tym pomagają dwa proste wskaźniki: AOV i LTV. Nie są „dla analityków”, tylko dla właściciela e‑commerce, który chce widzieć coś więcej niż tylko sumę obrotu.
1. AOV – ile zarabiasz na jednym zamówieniu
AOV (Average Order Value) to średnia wartość koszyka w Twoim sklepie.
Mówiąc po ludzku: bierzesz cały przychód z danego okresu i dzielisz go przez liczbę zamówień. To odpowiedź na pytanie: „Ile przeciętnie zostawia u mnie klient w jednym zakupie?”.
Dlaczego to ważne dla Ciebie:
- Ten sam ruch + ta sama konwersja + wyższy AOV = więcej przychodu bez zwiększania budżetu reklamowego.
- Widzisz, czy klienci biorą tylko jeden tani produkt, czy od razu kilka rzeczy.
- Wiesz, czy opłaca Ci się obecny koszt pozyskania klienta (CAC) – bo jedno zamówienie za 80 zł i za 200 zł to dwa zupełnie inne biznesy.
Przykład:
Masz 100 000 zł przychodu i 2 000 zamówień w miesiącu.
Średnia wartość koszyka (AOV) to 50 zł.
Podniesienie jej do 70 zł przy tym samym ruchu daje Ci dodatkowe 40 000 zł przychodu – bez dokładania złotówki do reklam.
2. LTV – ile naprawdę jest wart Twój klient
LTV (Lifetime Value) to łączna wartość, jaką zostawia u Ciebie klient przez cały okres „znajomości” ze sklepem.
Nie interesuje Cię tylko pierwszy zakup. Ważne jest:
- ile razy klient wróci,
- ile wyda za każdym razem,
- jak długo będzie u Ciebie kupował.
To odpowiedź na pytanie: „Ile średnio zarabiam na jednym kliencie, a nie na jednym zamówieniu?”.
Dlaczego to ważne:
- Przestajesz oceniać kampanię tylko po pierwszym zakupie. Klient, który dziś kupił za 100 zł, może w ciągu 2 lat zostawić u Ciebie 600 zł – albo nigdy więcej nie wrócić.
- Widzisz różnicę między kanałami: jeden dowozi klientów jednorazowych, drugi takich, którzy wracają i budują Twój biznes.
- Możesz świadomie odpowiedzieć na pytanie: „Ile mogę zapłacić za pozyskanie jednego klienta, żeby to miało sens?”.
3. AOV i LTV w duecie – obraz, którego nie zobaczysz w samym ROAS
Z samym ROAS‑em możesz mieć złudne poczucie, że „jest dobrze”. Dopiero AOV i LTV pokazują pełen obraz:
- Wysoki AOV, niski LTV – zarabiasz przy pierwszym koszyku, ale klient znika. Sklep robi wrażenie w raportach, ale jest kruchy.
- Niski AOV, wysoki LTV – pierwszy koszyk nie powala, ale klient wraca wielokrotnie. Biznes jest stabilny, możesz spokojnie inwestować w pozyskanie.
- Wysoki AOV i wysoki LTV – idealna sytuacja: każdy nowy klient jest dla Ciebie naprawdę wartościowy, tutaj zaczyna się prawdziwe skalowanie.
Dla Ciebie, jako właściciela czy dyrektora e‑commerce, AOV i LTV to najbardziej „życiowe” wskaźniki: mówią, ile wyciskasz z każdej wizyty i ile zarabiasz na relacji z klientem.
4. Jak policzyć AOV i LTV bez bycia analitykiem (i po co to robić regularnie)
Żeby zacząć, nie potrzebujesz skomplikowanej analityki. Wystarczy prosty eksport zamówień do arkusza (Google Sheets, Excel) i kilka podstawowych obliczeń.
Co warto mieć w tabeli:
- numer zamówienia,
- datę zamówienia,
- identyfikator klienta (np. e‑mail),
- wartość zamówienia.
Na tej podstawie:
- AOV policzysz, dzieląc sumę przychodu przez liczbę zamówień – globalnie lub osobno dla różnych kanałów.
- LTV policzysz, sumując wszystkie zamówienia danego klienta i wyciągając średnią z tych wartości dla całej bazy klientów.
Po co to robić regularnie, a nie „raz do roku”:
- szybciej widzisz, że coś się psuje – np. AOV spada po zmianie progu darmowej dostawy,
- wykrywasz kanały, które dają nie tylko ruch, ale dobrych, wracających klientów,
- możesz rozmawiać z marketingiem na poziomie: „LTV:CAC musi być min. X:1”, a nie tylko „dajcie mi ROAS 500%”.
Jeśli widzisz, że masz dane, ale brakuje Ci czasu albo narzędzi, żeby przekuć je w konkretne wnioski, nie musisz robić tego samodzielnie. Możemy pomóc w takich analizach e‑commerce – od prostego modelu AOV i LTV w arkuszu, po bardziej automatyczne podejście, w którym dane spływają do jednego miejsca, a wskaźniki liczą się „w tle”, tak żebyś zamiast walczyć z Excelem po prostu widział, w którą stronę idzie Twój sklep.
Case study: Automatyzacja sprzedaży jako fundament skalowania e-commerce
Jeszcze rok temu Mateusz z Fly-shop większość dnia spędzał na rzeczach, które nie sprzedają: przełączanie się między kontami Allegro, pilnowanie, czy żadne zamówienie nie umknęło pod koniec pakowania, ręczne etykiety, paragony i kontrola stanów na kilku kanałach naraz. Firma rosła szybko, ale razem z obrotami rósł też „podatek” w postaci operacyjnego chaosu i czasu uciekającego na powtarzalne czynności.
W tym wywiadzie Mateusz opowiada, jak automatyzacja sprzedaży i wdrożenie Apilo stały się fundamentem skalowania Fly-shop: od sprzedaży głównie na Allegro (na czterech kontach) i raczkującego sklepu, do uruchomienia nowych marketplace’ów w Polsce i za granicą, prac nad drugim sklepem internetowym oraz wzrostu sprzedaży o ponad 100% w kilka miesięcy. To rozmowa o tym, co realnie blokuje rozwój w e-commerce, jak odzyskać czas i kontrolę nad procesami oraz dlaczego dziś automatyzacja nie jest „opcją” — tylko standardem, bez którego trudno myśleć o ekspansji.
Opowiedz krótko o swojej marce – czym się zajmujecie i do kogo kierujecie ofertę?
Nasza przygoda zaczęła się nieco ponad rok temu od sprzedaży na Allegro. Z czasem zaczęliśmy konsekwentnie rozwijać się na kolejnych marketplace’ach – zarówno w Polsce, jak i za granicą. Obecnie pracujemy również nad uruchomieniem drugiego sklepu internetowego. Z przymrużeniem oka mówimy, że sprzedajemy wszystko oprócz alkoholu.
Jak długo działacie w e-commerce i jakie kanały sprzedaży są dla Was najważniejsze?
Działamy w e-commerce od około roku i kilku miesięcy. Aktualnie największy obrót generuje Allegro, jednak naszym strategicznym celem jest to, aby w przyszłości głównym kanałem sprzedaży stały się sklepy internetowe.
Co wyróżnia Waszą ofertę na tle konkurencji?
Zdecydowanie brak ograniczeń. Nie zamykamy się na konkretne kategorie asortymentu ani platformy sprzedażowe. Stale stawiamy sobie nowe wyzwania i staramy się działać bardzo elastycznie, szybko reagując na pojawiające się możliwości.
Na jakim etapie rozwoju była firma, gdy zaczęliśmy współpracę?
Firma była w dość specyficznym momencie. Najcięższy okres początkowy mieliśmy już za sobą, płynność finansowa zaczynała się poprawiać, ale nadal trzeba było bardzo ostrożnie podchodzić do wydatków i każdą decyzję dobrze przemyśleć.
Jak wyglądała sprzedaż online przed wdrożeniem Apilo?
Sprzedawaliśmy wyłącznie na Allegro – na czterech kontach – oraz prowadziliśmy sklep internetowy, który dopiero raczkował. Liczba zamówień wynosiła kilkadziesiąt dziennie, a ogromna część czasu pracy w magazynie była poświęcona ręcznemu generowaniu etykiet wysyłkowych i paragonów.
Jakie były największe wyzwania operacyjne?
Największym problemem było ciągłe przełączanie się między kontami i sprawdzanie, czy na którymś kanale nie pojawiły się nowe zamówienia. Zdarzało się, że któreś zostało pominięte, szczególnie pod koniec dnia pakowania. Do tego dochodziło ręczne pilnowanie stanów magazynowych i ich zgodności na wszystkich kanałach sprzedaży. Była to bardzo wyczerpująca, mało efektywna praca. Ręczne przenoszenie ofert na inne marketplace’y – oferta po ofercie – z dzisiejszej perspektywy wydaje się wręcz absurdalne.
Co najbardziej spowalniało rozwój sprzedaży?
Zbędna, mozolna praca operacyjna, która skutecznie hamowała kreatywność i możliwość skupienia się na rozwoju.
Jak radziliście sobie wcześniej z integracjami i automatyzacją?
Szczerze mówiąc – pojęcie integracji praktycznie nie istniało. Automatyzacja polegała na tym, że jedna osoba ręcznie przeklikiwała paragony i etykiety, a druga w tym czasie pakowała zamówienia.
Czy pojawiał się chaos operacyjny?
Największym problemem był marnowany czas. To, co wcześniej zajmowało całe dnie pracy, dziś dzięki automatyzacji wykonujemy w kilka chwil.
Co skłoniło Was do wdrożenia Apilo?
Rosnąca liczba zamówień, strata czasu oraz wizja jego odzyskania.
Dlaczego zdecydowaliście się na współpracę z agencją?
Początkowo próbowaliśmy samodzielnego wdrożenia, jednak było to zadanie, które nas przerosło. Szukaliśmy pomocy w różnych miejscach, aż przypadkowo trafiliśmy na Waszą agencję na jednej z grup na Facebooku.
Czy mieliście obawy przed rozpoczęciem współpracy?
Tak, szczególnie na początku. Gdy zna się kogoś wyłącznie z internetu i trzeba powierzyć dostępy do kont sprzedażowych, zaufanie nie przychodzi od razu. Jednak już po pierwszej lub drugiej rozmowie wideo wątpliwości zniknęły i poczułem, że to dobra decyzja.
Jak wyglądał proces decyzyjny?
Od początku wiedziałem, że w pewnym momencie integratory będą niezbędne. Starałem się jednak odwlec tę decyzję, bo nie do końca rozumiałem, jak to wszystko działa i od czego zacząć.
Jak oceniasz proces wdrożenia Apilo?
Wdrożenie przebiegło bardzo szybko i sprawnie. Oczywiście potrzebna była chwila, aby w pełni oswoić się z systemem.
Co było największym ułatwieniem na starcie?
Automatyczne generowanie etykiet i paragonów bez konieczności ręcznego wpisywania każdej pozycji. Dodatkowo ogromnym plusem był porządek w zamówieniach i możliwość filtrowania ich dokładnie tak, jak tego potrzebujemy.
Jak oceniasz komunikację z zespołem?
Zaskakująco dobrze. Nigdy nie miałem poczucia, że nasze sprawy są odkładane na bok czy traktowane po macoszemu.
Co pozytywnie Cię zaskoczyło?
Zakres pomocy. Na początku nie byłem w stanie wyobrazić sobie, jak wiele można dzięki temu osiągnąć. Dziś jedynym ograniczeniem jest wyobraźnia.
Jak szybko pojawiły się efekty?
Praktycznie od razu po zakończeniu integracji. Wcześniej wystawienie kilku faktur zajmowało nawet pół godziny, a później wystarczyło je tylko wydrukować.
Jakie zmiany zauważyliście po wdrożeniu?
Przede wszystkim odblokowanie potencjału firmy. Pojawiające się pomysły nie wymagają już analizowania, jak „ugryźć” je technicznie. Możemy w 100% skupić się na strategii i planowaniu dalszego rozwoju.
Czy możecie wskazać mierzalne efekty?
Tak. Uruchomiliśmy dwa nowe marketplace’y w Polsce, jeden zagraniczny oraz rozpoczęliśmy prace nad nowym sklepem internetowym. Sprzedaż wzrosła o ponad 100% w ciągu kilku miesięcy.
Jak Apilo wpłynęło na obsługę marketplace’ów?
Obsługa stała się bardzo prosta. Wszystkie zamówienia mamy w jednym miejscu i możemy je kontrolować nawet poza firmą, bez konieczności logowania się na każdą platformę osobno.
Co dziś działa szybciej lub lepiej?
W zasadzie wszystko.
Jak zmieniła się codzienna praca zespołu?
Jest mniej stresu, więcej czasu i zdecydowanie większa przejrzystość procesów.
Jakie kanały sprzedaży rozwijacie obecnie?
Rozwijamy sprzedaż na Erli, Empik i eMAG, jednak obecnie największy nacisk kładziemy na rozwój własnego sklepu internetowego.
Czy automatyzacja pozwoliła skupić się na sprzedaży i marketingu?
Zdecydowanie tak. Mając wsparcie techniczne, które zajmuje się zapleczem systemowym, możemy spokojnie planować kolejne kroki i nowe wyzwania.
Jakie są Wasze plany rozwoju?
Uruchomienie nowego sklepu internetowego oraz ekspansja na kolejne rynki zagraniczne.
Jak współpraca z agencją wspiera dalszy rozwój firmy?
Daje nam stabilne zaplecze techniczne i poczucie bezpieczeństwa. Wiemy, że kwestie integracji i automatyzacji są dopilnowane, dzięki czemu możemy skupić się na rozwoju i skalowaniu biznesu.
Jak opisałbyś współpracę jednym zdaniem?
Solidna i owocna współpraca, która z czasem stała się jednym z filarów naszego biznesu.
Komu poleciłbyś takie rozwiązanie?
Każdemu, kto działa w e-commerce — zarówno początkującym sprzedawcom, jak i firmom na zaawansowanym etapie. Jedni zyskają uporządkowane procesy, drudzy realne możliwości skalowania i ekspansji. W obu przypadkach poprawia się sprzedaż i komfort pracy.
Co powiedziałbyś firmom, które zastanawiają się nad automatyzacją?
Jeśli chcecie się rozwijać, automatyzacja sprzedaży jest dziś koniecznością — to standard, bez którego bardzo trudno myśleć o skalowaniu biznesu.
Co było największym game changerem?
Pełna automatyzacja procesów i odzyskanie czasu. To moment, w którym firma przestała skupiać się na ręcznej pracy operacyjnej, a zaczęła realnie rosnąć.
Dziękuję za rozmowę! Jeśli Ty również chcesz odblokować potencjał zachęcam do kontaktu!
Agentic commerce i Universal Commerce Protocol: jak Shopify otwiera nową erę sprzedaży przez AI
AI-commerce właśnie przyspiesza, a ogłoszenie Universal Commerce Protocol (UCP) i planu Agentic od Shopify to jeden z najważniejszych sygnałów, że sprzedaż „przez AI” za chwilę stanie się codziennością w e‑commerce.
Czym jest agentic commerce?
Agentic commerce to model, w którym kluczową rolę odgrywają agenci AI – czaty i asystenci, którzy nie tylko pokazują produkty, ale potrafią przeprowadzić klienta od pytania do finalizacji zakupu w jednej rozmowie. Każda powierzchnia, która „potrafi rozmawiać” (wyszukiwarki, asystenci, aplikacje produktywne, komunikatory), staje się miejscem zakupowym, bez klasycznego przechodzenia do sklepu.
Dla marek oznacza to, że ścieżka zakupowa skraca się do jednego dialogu: klient zadaje pytanie, agent proponuje produkt, prezentuje ofertę, dopytuje o szczegóły i kończy transakcję w tym samym interfejsie.
Universal Commerce Protocol (UCP) – wspólny język dla AI
Universal Commerce Protocol (UCP), współtworzony przez Shopify i Google, ma być otwartym standardem, który pozwala dowolnemu agentowi AI połączyć się z dowolnym sprzedawcą i obsłużyć pełny proces transakcji. Protokół jest już wspierany przez ponad 20 detalistów i platform, a jego celem jest ujednolicenie sposobu, w jaki AI komunikuje się z systemami sklepów.
UCP obejmuje krytyczne elementy checkoutu: kody rabatowe, programy lojalnościowe, subskrypcje, warunki sprzedaży (np. przedsprzedaż, final sale) oraz obsługę różnych operatorów płatności, w tym Shopify Payments. Dzięki temu agent może „znać” logikę Twojego checkoutu i wykonać go po stronie klienta w sposób zgodny z zasadami sklepu.
Sprzedaż bezpośrednio w Google, Gemini i Copilot
Na bazie UCP Shopify uruchamia natywną sprzedaż w AI Mode w Google Search oraz w aplikacji Gemini – użytkownik może wyszukać, porównać i kupić produkty bez opuszczania interfejsu Google. Całe doświadczenie – od oferty po checkout – jest osadzone w Google, a zarządzanie po stronie sprzedawcy odbywa się z poziomu Shopify Admin.
Shopify wprowadza także pilotaż Direct Offers w Google: wybrani sprzedawcy będą mogli wyświetlać ekskluzywne oferty bezpośrednio w AI Mode, dokładnie w momencie najwyższej intencji zakupowej. Równolegle rozwijana jest integracja z Microsoft Copilot – Copilot Checkout pozwala użytkownikom robić zakupy bezpośrednio w Copilocie, z pełną kontrolą po stronie sprzedawcy nad procesem.
Agentic plan i Shopify Catalog – AI dla marek spoza Shopify
Największą zmianą strategiczną jest otwarcie Shopify Catalog dla marek, które nie korzystają z Shopify jako platformy sklepowej, poprzez nowy Agentic plan. Katalog Shopify to ogromna baza miliardów produktów, która przy pomocy wyspecjalizowanych modeli LLM standaryzuje, wzbogaca i kategoryzuje dane produktowe, aby trafniej je dopasować do zapytań kupujących.
W praktyce sprzedawca konfiguruje dane produktowe raz, a dzięki Agentic Storefronts są one dostępne w wielu kanałach AI jednocześnie, m.in. ChatGPT, Microsoft Copilot, Google AI Mode i Gemini. To otwiera nowe możliwości dla marek z innych platform (np. SaaS, custom), które chcą sprzedawać w kanałach AI bez migracji całego sklepu na Shopify
Dla sklepów, które już inwestują w automatyzację, integracje i ekspansję wielokanałową, wejście w agentic commerce może być kolejnym krokiem budującym przewagę, zanim nowe standardy staną się rynkowym „must have”.
BDO a EPR – czym się różnią i co musi zrobić polski przedsiębiorca?
W ostatnich latach przepisy dotyczące ochrony środowiska stały się bardziej rygorystyczne — zarówno w Polsce, jak i w całej Unii Europejskiej. Największa zmiana nadchodzi już 12 sierpnia 2026 r., kiedy zaczyna być stosowane unijne rozporządzenie PPWR (Packaging and Packaging Waste Regulation, UE 2025/40) — i to bez względu na to, czy polska ustawa wdrażająca jest gotowa, czy nie.
W tym artykule wyjaśniamy różnice między BDO, EPR i PPWR oraz podpowiadamy, kiedy polskie firmy potrzebują BDO, kiedy dodatkowo EPR, i co dokładnie zmienia się od 12 sierpnia.
Najważniejsze: PPWR nie zastępuje BDO ani krajowych systemów EPR. Polski przedsiębiorca może jednocześnie podlegać obowiązkom wynikającym ze wszystkich trzech systemów.
Czym jest BDO?
BDO (Baza Danych o Produktach i Opakowaniach) to polski system ewidencji i sprawozdawczości dotyczący gospodarki odpadami. Obowiązek wpisu do BDO dotyczy firm, które:
- wprowadzają na rynek produkty w opakowaniach,
- wytwarzają odpady w ramach działalności,
- importują towary objęte ustawą o opakowaniach lub produkty, które po rozpakowaniu stają się odpadem,
- prowadzą recykling, transport odpadów lub inne działania wskazane w ustawie.
Rejestr BDO umożliwia kontrolowanie przepływu odpadów w Polsce i zapewnia, że przedsiębiorcy wywiązują się z obowiązków środowiskowych, takich jak prowadzenie ewidencji i składanie rocznych sprawozdań.
Jeśli Twoja firma działa w Polsce i generuje odpady lub wprowadza opakowania — prawdopodobnie potrzebujesz numeru BDO. Sam import towarów nie powoduje automatycznie obowiązku wpisu — decyduje to, co konkretnie jest importowane i w jaki sposób wprowadzane na rynek; każdy przypadek warto zweryfikować indywidualnie. BDO nie zniknie i nie zostanie zastąpione przez PPWR — obowiązki z obu reżimów będą egzekwowane równolegle.
Czym jest EPR?
EPR (Extended Producer Responsibility) to odpowiedzialność producenta rozszerzona na cały cykl życia produktu. W odróżnieniu od BDO, EPR dotyczy konkretnego kraju, do którego firma wprowadza produkty.
Jeśli wysyłasz towary do Francji, Niemiec, Hiszpanii czy innych krajów UE, możesz potrzebować osobnej rejestracji EPR w każdym z tych państw.
EPR obejmuje m.in.:
- opakowania,
- sprzęt elektryczny i elektroniczny (WEEE),
- baterie,
- tekstylia,
- meble,
- zabawki i inne kategorie produktowe.
Marketplace’y (Allegro, Amazon, eBay, Kaufland.de) coraz częściej weryfikują zgodność sprzedawców z obowiązującymi przepisami środowiskowymi, w tym posiadanie numerów BDO i EPR tam, gdzie są wymagane — brak właściwej rejestracji może skończyć się zawieszeniem konta sprzedażowego, a nie tylko karą administracyjną.
Nowość: PPWR — co zmienia się od 12 sierpnia 2026 r.?
To jest najważniejsza zmiana, o której trzeba wiedzieć w 2026 roku. Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2025/40 (PPWR) wchodzi w fazę stosowania 12 sierpnia 2026 r. — i, jako rozporządzenie unijne, obowiązuje wprost w Polsce, niezależnie od tego, czy zdąży wejść polska ustawa wdrażająca.
To istotne, bo polska ustawa o opakowaniach i odpadach opakowaniowych (projekt UC100), która miała dostosować krajowy system ROP do PPWR, wciąż jest w toku prac legislacyjnych — organizacje branżowe (m.in. Polska Federacja Producentów Żywności) wprost mówią, że termin 12 sierpnia 2026 r. dla samej ustawy jest nierealny i domagają się jej wycofania do poprawek. To jednak nie zwalnia firm z obowiązków PPWR — regulacja unijna działa sama, bez potrzeby uchwalenia polskiej ustawy.
Co konkretnie zaczyna obowiązywać 12 sierpnia 2026 r.:
- Art. 5 PPWR — limity substancji w opakowaniach, w tym PFAS w opakowaniach mających kontakt z żywnością (oraz metale ciężkie: ołów, kadm, rtęć, chrom sześciowartościowy),
- Art. 6 PPWR — od 12 sierpnia zaczyna obowiązywać zasada, że opakowanie wprowadzane na rynek musi być projektowane pod recykling; sam pełny system klas recyklowalności (A–C) oraz szczegółowe kryteria oceny będą wdrażane etapowo, na podstawie aktów wykonawczych Komisji Europejskiej — większość praktycznych wymagań (w tym zakaz wprowadzania na rynek opakowań poniżej danego progu recyklowalności) zacznie być w pełni oceniana dopiero od 2030 r.,
- Art. 40–45 PPWR — rozszerzona odpowiedzialność producenta (EPR): krajowe rejestry producentów (art. 44) oraz obowiązek rejestracji, raportowania i finansowania zbiórki odpadów opakowaniowych (art. 45),
- Art. 45(3) PPWR — producent musi ustanowić, pisemnym mandatem, autoryzowanego przedstawiciela EPR w każdym kraju UE, w którym wprowadza opakowania na rynek, a nie ma tam siedziby.
- Art. 7 PPWR — minimalna zawartość recyklatu w opakowaniach z plastiku — to dotyczy dopiero 2030 r., nie 12 sierpnia 2026 r.
Ważne: co do zasady PPWR nie przewiduje ogólnego progu zwalniającego z tych obowiązków ze względu na wielkość firmy — dotyczą one także jednoosobowych działalności gospodarczych sprzedających online. Niektóre przepisy zawierają jednak szczególne wyjątki dla wąsko określonych kategorii przedsiębiorców (patrz niżej).
Uwaga: obowiązek przedstawiciela EPR może zostać zawieszony do 2035 r. — ale nie dla wszystkich
To zmienia obraz i warto to wiedzieć, zanim ktoś zacznie szukać przedstawiciela EPR w każdym kraju sprzedaży. 10 grudnia 2025 r. Komisja Europejska zaproponowała (pakiet “omnibus środowiskowy”, COM(2025)982) zawieszenie obowiązku z art. 45(3) PPWR do 1 stycznia 2035 r. — ale tylko dla producentów mających siedzibę w UE, którzy sprzedają do innych krajów członkowskich (czyli np. dla polskiej firmy sprzedającej do Niemiec czy Francji). Dla takich firm przedstawiciel EPR pozostałby opcjonalny, a nie obowiązkowy.
Stan na 7 sierpnia 2026 r.:
- propozycja nie jest jeszcze przyjęta — czeka na zgodę Parlamentu Europejskiego i Rady,
- Parlament Europejski w maju 2026 r. zaproponował, by ulgę ograniczyć tylko do mikro i małych firm, a nie wszystkich firm z UE,
- ostateczna decyzja ma zapaść ok. 1 października 2026 r.,
- firmy z siedzibą poza UE nadal muszą mieć przedstawiciela EPR niezależnie od wyniku tej propozycji — to dla nich się nie zmienia.
Dla polskich sprzedawców e-commerce oznacza to: zgodnie z obecnym brzmieniem PPWR obowiązek z art. 45(3) zaczyna obowiązywać 12 sierpnia 2026 r., jednak równolegle trwają prace legislacyjne nad jego zawieszeniem dla części przedsiębiorców z siedzibą w UE. Warto śledzić aktualny stan prawny, a nie traktować ten obowiązek jako ostatecznie rozstrzygnięty — zwłaszcza przed podpisywaniem długoterminowych umów z przedstawicielami EPR w poszczególnych krajach.
A co z polskim ROP i opłatą opakowaniową?
Niezależnie od PPWR, w Polsce już w 2026 r. wprowadzono przejściową opłatę opakowaniową w wysokości 8% stawki opłaty produktowej (w 2027 r. wzrośnie do 20%). Docelowy, pełny system ROP w polskiej wersji (projekt UC100) ma zacząć działać dopiero w 2028 r. — o ile ustawa w ogóle zostanie uchwalona w obecnym kształcie, co na razie stoi pod znakiem zapytania.
Sankcje — na razie w budowie
Państwa członkowskie mają czas do 12 lutego 2027 r. na ustanowienie przepisów sankcyjnych za naruszenia PPWR. Oznacza to, że przez pierwsze miesiące stosowania rozporządzenia w Polsce może nie być jeszcze kompletnego katalogu kar. To nie znaczy, że można legalnie wprowadzać do obrotu opakowania niezgodne z PPWR — organy nadal mogą kontrolować BDO, ewidencję, sprawozdawczość i opłatę produktową na podstawie obecnie obowiązującej ustawy o gospodarce opakowaniami (Dz.U. 2023 poz. 1693), która działa równolegle z PPWR.
BDO, EPR i PPWR — najważniejsze różnice
| Obszar | BDO (Polska) | EPR (kraj docelowy w UE) | PPWR (całe UE, od 12.08.2026) |
|---|---|---|---|
| Zakres terytorialny | Tylko Polska | Każdy kraj UE osobno | Cała Unia Europejska, wprost |
| Cel | Kontrola gospodarki odpadami w Polsce | Finansowanie recyklingu w danym kraju | Jednolite wymogi projektowe, recyklingowe i EPR dla całego cyklu życia opakowania |
| Kogo dotyczy? | Firmy działające na terenie Polski | Firmy sprzedające do danego kraju UE | Każdy podmiot wprowadzający opakowania na rynek UE |
| Podstawa prawna | Polska ustawa o opakowaniach | Krajowe przepisy EPR danego państwa | Rozporządzenie UE 2025/40 — obowiązuje bezpośrednio |
| Konsekwencje braku | Kary administracyjne w Polsce | Blokada sprzedaży za granicą | Zakaz wprowadzania niezgodnych opakowań do obrotu, kary administracyjne (wysokość zależy od finalnej wersji krajowych przepisów) |
Czy można mieć BDO, a nie mieć EPR?
Tak — to bardzo częsta sytuacja.
- Polski sklep internetowy sprzedaje produkty wyłącznie w Polsce → potrzebuje BDO i musi spełniać wymogi PPWR (docelowa klasyfikacja recyklowalności, limity PFAS w opakowaniach do żywności).
- Ten sam sklep zaczyna sprzedaż na Amazon.de → potrzebuje BDO + EPR dla Niemiec, wciąż w ramach wymogów PPWR.
- Rozszerza sprzedaż na Francję → musi uzyskać również EPR dla Francji.
Kogo dotyczą obowiązki EPR i PPWR?
Obowiązki te dotyczą firm, które:
- sprzedają online do konsumentów w UE,
- importują towary w opakowaniach do Polski lub innych krajów UE — nawet z Chin,
- korzystają z marketplace’ów (Allegro, Amazon, eBay, Kaufland.de),
- są uznawane za „pierwszego wprowadzającego produkt na rynek danego kraju”,
- sprzedają pod marką własną (private label) — nawet jeśli tylko zamawiają gotowe opakowania u dostawcy.
Co do zasady PPWR nie przewiduje ogólnego progu zwalniającego z obowiązków ze względu na skalę działania — dotyczy to więc również małych firm i jednoosobowych działalności gospodarczych. Niektóre przepisy przewidują jednak szczególne wyjątki dla określonych kategorii przedsiębiorców (np. dla mikroprzedsiębiorstw korzystających z dostawców z tego samego kraju UE) — warto sprawdzić indywidualnie, czy dana firma się w nich znajduje.
Czy EPR/PPWR zastępuje BDO?
Nie — to systemy działające równolegle. BDO pozostaje głównym polskim kanałem sprawozdawczości środowiskowej, a część obowiązków wynikających z PPWR ma być w Polsce realizowana za pośrednictwem krajowych systemów, w tym BDO — po dostosowaniu krajowych przepisów do rozporządzenia (obecnie w toku, projekt UC100). Firma sprzedająca w Polsce i za granicą musi spełnić wszystkie trzy warstwy obowiązków, jeśli kwalifikuje się do każdej z nich: BDO, PPWR i EPR w krajach docelowych.
Marketplace’y już to sprawdzają
Według doniesień branżowych Allegro w regulaminie wymaga przestrzegania obowiązujących przepisów środowiskowych, w tym posiadania numeru BDO tam, gdzie jest on wymagany, a Amazon weryfikuje numery EPR w ramach własnego programu compliance. Niezależnie od szczegółów, same platformy internetowe będą zobowiązane do weryfikacji zgodności sprzedawców z wymaganiami PPWR — sposób i zakres tej weryfikacji będzie jednak zależał od aktów wykonawczych, implementacji systemów krajowych oraz innych przepisów dotyczących platform (m.in. Digital Services Act), które wciąż są dopracowywane. Dotyczy to również sprzedawców zagranicznych sprzedających do Polski — jeśli sprowadzasz towar z Niemiec i sprzedajesz polskim konsumentom, masz obowiązek wpisu do polskiego BDO. Brak właściwej rejestracji to realne ryzyko zawieszenia konta sprzedażowego, nie tylko kara administracyjna.
Jak się przygotować? – rekomendacja GoAutomation
Przed 12 sierpnia warto sprawdzić:
- czy dostawca opakowań monitoruje postęp prac nad aktami wykonawczymi dot. klas recyklowalności (system A–C wdrażany etapowo — pełne kryteria oceny nie są jeszcze ostatecznie opublikowane przez Komisję Europejską, więc nie każdy dostawca będzie już dziś w stanie podać gotową klasę),
- czy opakowania mające kontakt z żywnością spełniają limity PFAS określone w PPWR (regulacja wprowadza konkretne limity substancji, a nie całkowity zakaz wszystkich związków PFAS w każdym zastosowaniu),
- czy firma jest zarejestrowana w BDO i ma aktualną ewidencję,
- czy dla każdego kraju sprzedaży (poza Polską) jest rejestracja EPR — osobno dla opakowań, WEEE, baterii, tekstyliów czy zabawek, jeśli dotyczy,
- czy w przypadku importu spoza UE wyznaczono autoryzowanego przedstawiciela EPR (wymóg art. 45 PPWR).
Rejestracja EPR w poszczególnych krajach potrafi być skomplikowana — każdy rynek ma inne zasady, formularze, organizacje odzysku i numery producenta, a jednolity, zharmonizowany format rejestracji w całej UE (przewidziany w art. 44(14) PPWR) miał być gotowy do lutego 2026 r. i wciąż nie został opublikowany. Dlatego GoAutomation współpracuje z VATCompliance.co, firmą specjalizującą się w rejestracjach EPR w całej UE i Wielkiej Brytanii — w tym w śledzeniu tego, czy dla danej firmy przedstawiciel EPR jest w danym momencie faktycznie wymagany.
VATCompliance.co zapewnia:
- przygotowanie dokumentów i pełną rejestrację EPR,
- wsparcie dla wielu kategorii produktów (opakowania, WEEE, baterie, tekstylia i inne),
- profesjonalne raportowanie w kolejnych okresach,
- obsługę firm sprzedających na marketplace’ach.
Dzięki temu polscy przedsiębiorcy mogą sprawniej dopełnić wymogów rejestracyjnych w krajach docelowych.
Podsumowanie — BDO, EPR czy PPWR? Teraz trzeba pilnować wszystkich trzech
- Jeśli działasz wyłącznie w Polsce → BDO jest obowiązkowe, a od 12 sierpnia 2026 r. dodatkowo obowiązują Cię wymogi PPWR (projektowanie pod recykling, limity PFAS w opakowaniach do żywności).
- Jeśli sprzedajesz za granicę → BDO nie wystarczy, potrzebujesz również odpowiednich rejestracji EPR w każdym kraju docelowym.
- Jeśli sprzedajesz przez Allegro, Amazon czy inne marketplace’y → brak EPR lub BDO może zablokować Twoją sprzedaż.
- Nie czekaj na polską ustawę ROP (UC100) — jej termin wejścia w życie jest niepewny, a PPWR obowiązuje wprost od 12 sierpnia 2026 r. bez względu na status prac krajowych.
Dlatego warto zadbać o zgodność z przepisami w Polsce i w krajach, do których wysyłasz towary — najlepiej z wyprzedzeniem, zanim braki w rejestracji zostaną wykryte przez organy kontrolne lub platformę sprzedażową.
Zarejestruj się na platformie: https://login.vatcompliance.co/signup/5ab1c5c4-857a-4469-8af6-e13baaf2acff
Najczęściej zadawane pytania
Czy każdy sklep internetowy potrzebuje BDO? Nie każdy automatycznie — obowiązek zależy od tego, czy firma wprowadza na rynek produkty w opakowaniach, wytwarza odpady lub prowadzi inną działalność wskazaną w ustawie o gospodarce opakowaniami. Większość sklepów internetowych sprzedających towary w opakowaniach jednak się kwalifikuje.
Czy sprzedaż na Amazon wymaga EPR? Jeśli sprzedajesz do kraju UE, w którym nie masz siedziby, zwykle tak — EPR trzeba uzyskać w każdym kraju docelowym osobno, dla odpowiednich kategorii produktowych (opakowania, WEEE, baterie itd.).
Czy PPWR obowiązuje małe firmy? Co do zasady tak — PPWR nie przewiduje ogólnego progu wielkości firmy zwalniającego z obowiązków, choć niektóre wąsko określone wyjątki istnieją (np. dla mikroprzedsiębiorstw w określonych relacjach z dostawcą).
Czy PPWR zastępuje BDO? Nie. To dwa równoległe systemy — PPWR obowiązuje bezpośrednio w całej UE, a BDO pozostaje polskim systemem ewidencji i sprawozdawczości, przez który będzie realizowana część obowiązków wynikających z PPWR.
Czy muszę mieć przedstawiciela EPR? Od 12 sierpnia 2026 r. — formalnie tak, jeśli wprowadzasz opakowania na rynek kraju UE, w którym nie masz siedziby. Dla firm z siedzibą w UE sprzedających do innych krajów członkowskich Komisja Europejska zaproponowała jednak zawieszenie tego obowiązku do 2035 r. — decyzja nie jest jeszcze ostateczna. Firmy z siedzibą poza UE muszą mieć przedstawiciela niezależnie od wyniku tej propozycji.
Źródła zmian uwzględnionych w aktualizacji (sierpień 2026):
- Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2025/40 (PPWR) — tekst oficjalny, EUR-Lex (art. 5, 6, 7, 44, 45 zweryfikowane bezpośrednio w tekście/analizach kancelarii Gleiss Lutz, Tanso, Complir),
- Propozycja Komisji Europejskiej COM(2025)982 zawieszająca art. 45(3) PPWR do 2035 r. (pakiet omnibus środowiskowy, 10.12.2025) oraz stanowisko Parlamentu Europejskiego z maja 2026 r.,
- projekt ustawy UC100 (Rządowe Centrum Legislacji, gov.pl/klimat) i doniesienia o jego statusie (Prawo.pl, Portal Spożywczy, LEX.pl, PortalKomunalny.pl).
ChatGPT zmienia e-commerce: Agentic Checkout i integracja z Base
Sztuczna inteligencja coraz mocniej przenika świat handlu. Po erze chatbotów i rekomendacji produktowych przyszedł czas na coś znacznie większego — bezpośrednie zakupy w rozmowie z AI. OpenAI ogłosiło wprowadzenie funkcji Agentic Checkout (nazywanej też „Instant Checkout”), która pozwala użytkownikom ChatGPT kupować produkty bez opuszczania czatu. To pierwsze tego typu rozwiązanie, które łączy generatywną sztuczną inteligencję z procesem płatności w czasie rzeczywistym.
Co to jest Agentic Checkout?
Agentic Checkout to nowy moduł w ChatGPT, dzięki któremu użytkownik może znaleźć i kupić produkt w ramach naturalnej rozmowy z modelem językowym. Zamiast wpisywać zapytania w wyszukiwarce, wystarczy powiedzieć: „Szukam prezentu dla miłośnika kawy do 150 zł” – a ChatGPT zaprezentuje konkretne propozycje produktów.
Cały proces odbywa się bez konieczności opuszczania aplikacji. Użytkownik może zapoznać się z opisem, wybrać wariant, a następnie zapłacić, korzystając z systemu płatności obsługiwanego przez Stripe.
Co ważne, sprzedawca wciąż pozostaje merchant of record – czyli osobą lub firmą formalnie odpowiedzialną za sprzedaż, płatność, wysyłkę i ewentualne zwroty. ChatGPT jest jedynie pośrednikiem w przekazaniu informacji i ułatwia finalizację zakupu.
Wspólny standard OpenAI i Stripe
Pod technologiczną warstwą Agentic Checkout kryje się Agentic Commerce Protocol (ACP) – otwarty standard opracowany wspólnie przez OpenAI i Stripe.
ACP pozwala systemom AI w sposób bezpieczny i ustandaryzowany komunikować się ze sklepami internetowymi: pobierać informacje o produktach, generować koszyki i przekazywać dane płatności. Dzięki temu ChatGPT może współpracować z różnymi platformami handlowymi, a sprzedawcy nie muszą pisać osobnych integracji.
Na dziś funkcja działa dla wybranych użytkowników w Stanach Zjednoczonych, głównie przy współpracy z platformą Etsy. OpenAI zapowiada rozszerzenie programu, jednak nie podało jeszcze oficjalnych terminów dostępności w innych regionach.
Base wśród pierwszych partnerów
Co ciekawe, do grona pierwszych partnerów technologicznych projektu dołączyła również polska firma Base.
W oficjalnym komunikacie opublikowanym na LinkedIn firma poinformowała, że jest jedną z pierwszych platform w pełni zintegrowanych z OpenAI Agentic Checkout.
Jak podkreślono w ogłoszeniu, integracja umożliwia:
- szybkie połączenie katalogu produktowego z Agentic Checkout,
- automatyczną synchronizację cen i stanów magazynowych,
- oraz prezentowanie produktów w rozmowach z ChatGPT.
BaseLinker zaznacza, że to „nowy sposób dotarcia do klientów tam, gdzie naprawdę podejmują decyzje zakupowe” — czyli w samym momencie rozmowy z asystentem AI.
Choć nie ujawniono jeszcze, czy integracja jest dostępna dla polskich sprzedawców, sam fakt uczestnictwa Base w projekcie plasuje go w ścisłej czołówce firm e-commerce współpracujących z OpenAI.
Co to oznacza dla handlu?
Agentic Checkout to nie tylko kolejny moduł w ChatGPT — to krok w stronę AI-commerce, w którym zakupy odbywają się naturalnie, przez rozmowę, bez klikania i wypełniania formularzy.
Dla użytkowników oznacza to wygodę, a dla sprzedawców — nowy kanał sprzedaży, który łączy personalizację, rekomendacje i finalizację transakcji w jednym miejscu.
Na razie system funkcjonuje w fazie ograniczonej, ale jego znaczenie jest ogromne. Pokazuje kierunek, w jakim zmierza handel internetowy — w stronę prostoty, konwersacji i automatyzacji.
Jak zauważają analitycy, jeśli takie rozwiązania upowszechnią się globalnie, mogą stać się realną alternatywą dla tradycyjnych marketplace’ów i porównywarek cen.
Podsumowanie
- OpenAI uruchomiło funkcję Agentic Checkout, umożliwiającą zakupy bezpośrednio w ChatGPT.
- System działa na razie w USA, w partnerstwie ze Stripe i Etsy.
- Technologia opiera się na otwartym standardzie Agentic Commerce Protocol (ACP).
- BaseLinker jest jedną z pierwszych platform, które zintegrowały swoje katalogi produktowe z tym rozwiązaniem.
- To jeden z pierwszych praktycznych przykładów tzw. AI-commerce — handlu wspieranego przez sztuczną inteligencję.
Agent Builder od OpenAI – nowa era automatyzacji
Świat sztucznej inteligencji zmienia się szybciej, niż ktokolwiek mógł przewidzieć. OpenAI, twórcy ChatGPT, zaprezentowali właśnie kolejne narzędzie, które może zrewolucjonizować sposób, w jaki firmy podchodzą do automatyzacji.
Mowa o Agent Builderze – wizualnym kreatorze inteligentnych agentów AI, który pozwala tworzyć własne automatyzacje bez konieczności pisania kodu.
Dla e-commerce to znaczący krok naprzód. Dzięki Agent Builderowi można w prosty sposób tworzyć rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji, które wspierają obsługę klienta, analizują dane i automatyzują codzienne procesy.
Czym jest Agent Builder od OpenAI?
Agent Builder to nowe narzędzie, które pozwala użytkownikom budować tzw. agenty AI – systemy zdolne do wykonywania zadań i reagowania na polecenia zgodnie z określoną logiką.
Zamiast kodu, użytkownik korzysta z interfejsu typu drag-and-drop, w którym tworzy wizualny przepływ działań: od analizy danych, przez generowanie odpowiedzi, aż po integrację z zewnętrznymi usługami.
Całość działa w środowisku AgentKit OpenAI, które umożliwia testowanie agentów, podłączanie API oraz monitorowanie ich pracy. Dzięki temu z narzędzia mogą korzystać nie tylko programiści, ale również zespoły operacyjne, marketingowe czy sprzedażowe.
Jak e-commerce może wykorzystać Agent Builder w praktyce
Na dziś Agent Builder sprawdza się najlepiej w takich zastosowaniach, jak:
- automatyzacja komunikacji z klientami (czat, e-mail, odpowiedzi na zapytania),
- analiza danych i raportowanie w oparciu o dane sprzedażowe lub opinie klientów,
- personalizacja treści marketingowych – np. generowanie opisów i rekomendacji produktów,
- wsparcie procesów wewnętrznych, takich jak generowanie podsumowań lub organizacja informacji.
To realne scenariusze, które można wdrożyć już dziś – szczególnie tam, gdzie istnieje dostęp do danych przez API lub integracje z innymi narzędziami.
Dlaczego to istotne dla branży
Agent Builder nie jest gotowym systemem do zarządzania e-commerce, ale stanowi kolejny krok w kierunku inteligentnej automatyzacji.
Firmy mogą szybciej testować nowe pomysły, tworzyć prototypy agentów i sprawdzać, które z nich realnie usprawniają sprzedaż czy obsługę klienta – bez potrzeby angażowania zespołów deweloperskich.
W praktyce oznacza to, że proces budowania automatyzacji staje się bardziej dostępny i elastyczny.
Zamiast inwestować w kosztowne wdrożenia, można w środowisku testowym stworzyć własnego agenta i w ciągu kilku godzin sprawdzić jego skuteczność.
Co wyróżnia Agent Buildera OpenAI
- Prosty interfejs – logika tworzona wizualnie, bez konieczności programowania.
- Integracje z API – możliwość połączenia z zewnętrznymi systemami (CRM, bazy danych, narzędzia marketingowe).
- Bezpieczeństwo i kontrola – tzw. guardrails, czyli ograniczenia, które chronią dane firmowe.
- Szybkie testowanie i wersjonowanie – każdą zmianę można przetestować przed wdrożeniem.
To zestaw funkcji, który pozwala tworzyć pierwsze wersje agentów AI w bezpieczny i przewidywalny sposób – a następnie rozwijać je wraz z potrzebami firmy.
Nowa perspektywa dla automatyzacji
Agent Builder nie zastąpi jeszcze rozbudowanych systemów e-commerce, ale już dziś pozwala eksperymentować z automatyzacjami opartymi o sztuczną inteligencję.
Dzięki temu przedsiębiorstwa mogą szybciej wdrażać innowacje, skracać czas reakcji i zyskiwać większą elastyczność w obsłudze klienta.
To pierwszy krok do świata, w którym agent AI nie tylko odpowiada na pytania, ale aktywnie wspiera rozwój sklepu – analizując dane, rekomendując działania i pomagając podejmować lepsze decyzje.
Podsumowanie
Agent Builder od OpenAI to narzędzie, które otwiera przed e-commerce nowe możliwości – od automatyzacji komunikacji po inteligentne raportowanie.
Choć nie jest jeszcze kompletnym systemem integrującym się z każdym sklepem internetowym, już dziś stanowi świetny punkt wyjścia do tworzenia rozwiązań opartych na AI.
Dla firm zajmujących się automatyzacjami to sygnał, że warto obserwować ten kierunek. Bo przyszłość e-commerce będzie należeć do tych, którzy potrafią połączyć dane, procesy i sztuczną inteligencję w jeden, spójny ekosystem.
Na jakich marketplace warto sprzedawać? Polska i rynki zagraniczne
E-commerce rozwija się w zawrotnym tempie, a marketplace’y stają się dla sprzedawców naturalnym kierunkiem rozwoju. Dają dostęp do ogromnej bazy klientów, gotową infrastrukturę oraz możliwość skalowania biznesu szybciej niż w przypadku własnego sklepu internetowego. Pytanie brzmi jednak: na jakich marketplace’ach warto sprzedawać? Odpowiedź zależy od branży i strategii, dlatego warto spojrzeć zarówno na polski rynek, jak i na zagranicę.
Marketplace’y w Polsce – gdzie warto być?
Polski rynek e-commerce jest jednym z najbardziej dynamicznych w Europie. Kupujący coraz chętniej korzystają z marketplace’ów, traktując je jako główne źródło zakupów online. Oto najważniejsze platformy, które warto rozważyć:
- Allegro – bezapelacyjny lider w Polsce, którego nie można pominąć. To pierwsze miejsce, gdzie miliony Polaków szukają produktów online.
- Empik Marketplace – mocno rozwija swoją ofertę, świetnie sprawdza się w branży książek, multimediów, zabawek i produktów lifestyle.
- Erli – młodszy gracz na rynku, ale zdobywa popularność dzięki niższym prowizjom i aktywnemu wsparciu marketingowemu.
- Morele.net – platforma skoncentrowana na elektronice, IT i AGD, przyciągająca klientów szukających nowoczesnych rozwiązań.
- Amazon.pl – globalny gigant, który daje dostęp do rozbudowanej logistyki i narzędzi sprzedażowych, choć konkurencja jest tu wymagająca.
- Home & You – przykład dużego brandu, który stworzył marketplace wokół swojej specjalizacji: dom i wnętrze.
- Castorama – platforma skupiona na DIY, budownictwie i wnętrzach, doskonała dla producentów i dystrybutorów z branży home improvement.
- Media Expert – marketplace sieci RTV/AGD, idealny dla firm z elektroniką, AGD czy smart home.
- Decathlon – świetna przestrzeń dla produktów sportowych, rekreacyjnych i outdoorowych.
- Temu – globalna platforma, która szturmem podbija rynek niskimi cenami i agresywną promocją.
- Kaufland.pl – połączenie siły retailu offline z e-commerce, dające sprzedawcom dostęp do dużej bazy klientów i możliwość ekspansji na rynki zagraniczne w ramach grupy.
Rynki zagraniczne – dlaczego warto patrzeć szerzej?
Wchodząc za granicę, wielu przedsiębiorców od razu myśli o Amazonie czy eBayu. To naturalne, ale ograniczanie się wyłącznie do gigantów to błąd. Coraz więcej sprzedawców odnosi świetne wyniki na mniej oczywistych, lokalnych marketplace’ach, które w konkretnych kategoriach potrafią być liderami.
Branża dom i wnętrze – przykłady sukcesu
- xxxlutz.de – jeden z największych graczy meblowych w Niemczech, cieszący się ogromnym zaufaniem konsumentów.
- moebel.de – platforma specjalistyczna w kategorii meble i dekoracje, która agreguje oferty wielu sklepów.
- vente-unique.com – francuski marketplace meblowy, idealny przykład niszowej platformy, która dominuje w swojej kategorii.
Rozwijające się marketplace’y w wielu krajach
Ekspansja na rynki zagraniczne nie musi oznaczać od razu walki z największymi. Warto zwrócić uwagę na platformy, które rozwijają się bardzo dynamicznie i zdobywają zaufanie lokalnych klientów:
- Pigu (pigu.lt, pigu.ee, pigu.lv)
Największa platforma w krajach bałtyckich – Litwie, Łotwie i Estonii. Dzięki jednej integracji można wejść na trzy rynki jednocześnie. Idealna opcja dla firm, które chcą zacząć od mniejszych, ale perspektywicznych rynków. - eMAG
Lider w Rumunii, obecny także w Bułgarii i na Węgrzech. Coraz bardziej zróżnicowana oferta i dynamiczny rozwój sprawiają, że eMAG to świetny kierunek ekspansji w Europie Środkowo-Wschodniej. - Kaufland Global Marketplace
Jeden panel sprzedażowy, a zasięg w wielu krajach – m.in. w Niemczech, Czechach i na Słowacji. Dzięki rozpoznawalnej marce Kaufland i rosnącemu zaufaniu klientów, to jedna z najciekawszych dróg ekspansji dla polskich sprzedawców. - bol.com
Największy marketplace w Holandii i Belgii. To dla mieszkańców Beneluksu pierwsze miejsce do robienia zakupów online – często nawet ważniejsze niż Amazon. Bol.com ma silną pozycję w kategoriach takich jak dom i wnętrze, elektronika czy produkty codziennego użytku. To świetna okazja dla polskich firm, które chcą wejść na zamożny i otwarty na zagranicznych dostawców rynek Europy Zachodniej. - Inne przykłady wartych uwagi marketplace’ów
- Cdiscount – drugi największy marketplace we Francji, z bardzo szeroką bazą klientów.
- Otto.de – duża i zaufana platforma w Niemczech, otwierająca się coraz mocniej na sprzedawców z innych krajów.
Podsumowanie – gdzie warto wejść?
Nie ma jednej uniwersalnej odpowiedzi. To, który marketplace będzie najlepszy, zależy od:
- branży,
- grupy docelowej,
- budżetu i zasobów,
- strategii rozwoju na rynkach lokalnych i zagranicznych.
Ważne jest, by nie ograniczać się do największych platform. Lokalne i niszowe marketplace’y często zapewniają lepszą widoczność, mniejszą konkurencję i dostęp do klientów, którzy naprawdę szukają konkretnych produktów.
Jak możemy pomóc?
Wspieramy firmy w wchodzeniu na nowe marketplace’y – zarówno w Polsce, jak i za granicą. Analizujemy potencjał produktów, dobieramy odpowiednie platformy i pomagamy w przygotowaniu strategii wejścia. Dzięki temu oszczędzasz czas, minimalizujesz ryzyko i szybciej docierasz do klientów, którzy są gotowi kupować.
👉 Jeśli zastanawiasz się, gdzie warto rozpocząć sprzedaż swoich produktów – odezwij się do nas. Razem znajdziemy marketplace’y, które będą najlepiej pasowały do Twojej marki i pozwolą Ci skalować biznes w Polsce i na świecie.
Od rozmowy do zakupu: jak Shopify i ChatGPT zmieniają handel online
E-commerce rozwija się w zawrotnym tempie. Jeszcze kilka lat temu innowacją były sklepy mobilne czy płatności jednym kliknięciem. Dziś wchodzimy w kolejny etap – zakupy prowadzone bezpośrednio w rozmowie z inteligentnym asystentem. Shopify, jedna z najpopularniejszych platform e-commerce na świecie, uruchomiło funkcję sprzedaży prosto w ChatGPT. To rozwiązanie, które może diametralnie zmienić sposób, w jaki kupujemy i sprzedajemy w internecie.
Jak działa sprzedaż w ChatGPT?
Nowa integracja pozwala klientowi zobaczyć ofertę sklepu w momencie, gdy rozmawia z ChatGPT i pyta o produkty, których potrzebuje. Zamiast linków do stron czy listy sugestii, ChatGPT wyświetla konkretne produkty z Twojego sklepu Shopify – z ceną, zdjęciem i dostępnością.
Kluczowa różnica polega na tym, że zakup odbywa się bez opuszczania czatu. Użytkownik nie musi otwierać przeglądarki, logować się do kolejnego serwisu ani wypełniać długich formularzy. Wystarczy jedno kliknięcie, aby zamówienie zostało złożone.
Z perspektywy właściciela sklepu takie zamówienie niczym nie różni się od klasycznych. Trafia do panelu Shopify, gdzie można je obsłużyć, przygotować wysyłkę i zarządzać kontaktem z klientem. Dane zamawiającego pozostają w ekosystemie Shopify, co oznacza, że relacja handlowa pozostaje w Twoich rękach.
Dlaczego to przełom?
Nowa funkcja Shopify nie jest tylko technologiczną ciekawostką. To realna zmiana modelu zakupowego:
- Zakupy stają się natychmiastowe – od zapytania do finalizacji transakcji mija kilka sekund.
- Ścieżka klienta skraca się do minimum – bez przeklikiwania się przez strony i koszyk.
- AI staje się sprzedawcą – ChatGPT nie tylko odpowiada na pytania, ale aktywnie prezentuje produkty i pomaga dokonać wyboru.
- Marki zyskują nowy kanał sprzedaży – obok sklepu internetowego, marketplace’ów czy mediów społecznościowych pojawia się kolejny punkt kontaktu z klientem.
W efekcie e-commerce zaczyna przypominać rozmowę z doradcą, a nie anonimowe przeglądanie katalogu.
Co to oznacza dla sprzedawców?
Shopify zaprojektowało tę funkcję tak, aby była łatwa w obsłudze i spójna z dotychczasowym panelem. Nie trzeba budować nowego sklepu – zamówienia z ChatGPT są obsługiwane tak samo jak wszystkie inne. To daje przedsiębiorcom kilka kluczowych korzyści:
- Nowy kanał sprzedaży – możliwość dotarcia do klientów w miejscu, gdzie coraz częściej szukają informacji i rekomendacji.
- Wyższe konwersje – krótsza droga do zakupu może przełożyć się na większą liczbę finalizowanych transakcji.
- Zachowanie relacji z klientem – mimo że zakupy odbywają się w ChatGPT, dane klientów pozostają w Shopify.
- Pozycja lidera innowacji – marki, które zdecydują się wdrożyć rozwiązanie jako pierwsze, mogą zyskać przewagę wizerunkową i biznesową.
Szanse i wyzwania
Jak każda nowość, także integracja Shopify i ChatGPT niesie ze sobą zarówno ogromny potencjał, jak i pytania otwarte.
Szanse:
- uproszczenie procesu zakupowego,
- lepsze dopasowanie produktów do realnych potrzeb klienta,
- możliwość personalizacji oferty w czasie rzeczywistym,
- większe zaufanie do zakupów online dzięki rozmowie „jak z człowiekiem”.
Wyzwania:
- dostępność rozwiązania na poszczególnych rynkach – nie wszędzie może być dostępne od razu,
- potrzeba zachowania spójnych i aktualnych danych o stanach magazynowych,
- pytania o koszty i ewentualne prowizje związane z nowym kanałem,
- kwestie bezpieczeństwa i ochrony prywatności danych w środowisku AI.
Przyszłość zakupów online?
Sprzedaż w ChatGPT to krok w stronę „rozmownego handlu” (conversational commerce), o którym mówi się od lat. Do tej pory kojarzył się on głównie z prostymi chatbotami na stronach czy w komunikatorach. Teraz wkracza na zupełnie nowy poziom dzięki sztucznej inteligencji, która potrafi rozumieć kontekst, odpowiadać elastycznie i doradzać niczym prawdziwy sprzedawca.
Dla konsumentów oznacza to jeszcze prostszy proces zakupowy. Dla sprzedawców – szansę na bycie częścią nowego trendu, który może stać się standardem w ciągu najbliższych lat. Shopify wyraźnie sygnalizuje, że przyszłość e-commerce nie będzie ograniczać się do stron internetowych – zakupy mają być tam, gdzie klienci rozmawiają i szukają odpowiedzi.
Podsumowanie
Integracja Shopify z ChatGPT to coś więcej niż ciekawostka. To przełomowy sposób sprzedaży, który skraca drogę od pytania do zakupu do jednego kliknięcia. Daje klientom wygodę i szybkość, a sprzedawcom – nowy kanał dotarcia i zachowanie kontroli nad relacją z klientem.
Choć przed nami jeszcze kwestie dostępności rynkowej, kosztów i pełnej integracji, jedno jest pewne: to rozwiązanie wyznacza kierunek, w którym będzie zmierzać handel internetowy.





